poniedziałek, 9 października 2017

Październikowe nowości

Przyznam, że o ile w lecie mało który tytuł z działu "nowości" do mnie przemówił, tak widzę, że tej jesieni ciężko będzie się oprzeć kilku pozycjom... Spójrzcie tylko, co przyniesie nam już sam październik! A może Wy znacie jeszcze inne tytuły godne polecenia?


Wydawnictwo Bosz, premiera 10.10.2017

Nota wydawcy: Mitologia słowiańska” Jakuba Bobrowskiego i Mateusza Wrony zabiera czytelników w fascynujący świat pradawnych Słowian oraz ich wierzeń. Autorzy, w oparciu o aktualne opracowania naukowe z dziedziny historii, religioznawstwa i językoznawstwa, w sposób barwny i pobudzający wyobraźnię prezentują sylwetki pradawnych bogów i herosów, jak również postaci słowiańskiej demonologii. Tym, co wyróżnia „Mitologię słowiańską” spośród innych dostępnych tego typu książek jest przyjazny każdemu czytelnikowi język przedstawionych historii, pozbawiony naukowych, często trudno rozumianych terminów. Publikacja ta jest zbiorem fabularnych opowiadań ilustrujących treść słowiańskich mitów, jednak wszystkie kulturowo-historyczne składniki zawartych w niej tekstów – imiona bóstw i demonów, ich atrybuty i zachowania – zgodne są z wiedzą naukową. W połączeniu z atrakcyjną i przejrzystą formą narracji, czyni to niniejsza książkę atrakcyjną nie tylko dla badaczy historii Słowian, ale także miłośników literatury fantasy, gier komputerowych i wszelkich działań mających charakter rekonstrukcji przeszłości. 

Wydawnictwo Literackie, 12.10.2017

Nota wydawcy: Inspirowana prawdziwymi wydarzeniami historia buntu wznieconego na jamajskiej plantacji przez czarne kobiety. Epicka, mroczna, poruszająca. Jedna z najlepszych współczesnych powieści o niewolnictwie i drodze do wolności.

Lilit rodzi się jako niewolnica, ale nikt nie potrafi jej zniewolić. W jej żyłach płynie „krew Kromanti, co nigdy nie zna stanu niewolnego, zmieszana z białą krwią, co zawsze zna wolność, i gna w żyłach Lilit jak pożar lasu”. Inne niewolnice dostrzegają w dziewczynie obecność ciemnych, pradawnych mocy. Patrzą w zielone oczy tej „rogatej duszy” z podziwem i przerażeniem. Widzą w Lilit sprzymierzeńca w swojej sprawie – w zaciszu pobliskiej jaskini planują bowiem rewoltę przeciwko znienawidzonemu massa, nadzorcom i batowym. Z czasem jednak niepokorna czarna dziewczyna zaczyna stanowić zagrożenie dla pozostałych negra. Jej lojalność wobec białego massa może zaprzepaścić długie przygotowania...

Doskonale przełożona na język polski przez Roberta Sudóła Księga nocnych kobiet to popis niezwykłych umiejętności literackich Jamajczyka. James po mistrzowsku oddał terror, jaki panował na jamajskich plantacjach trzciny cukrowej na przełomie XVIII i XIX wieku. Stworzył galerię kobiecych postaci, które na długo pozostają w pamięci. To książka o cierpieniu, podeptanej godności, o żądzy zemsty, ale także o marzeniach, lojalności i miłości, która może rozkwitnąć nawet w najstraszniejszym miejscu na świecie.



Wydawnictwo Marginesy, 18.10.2017

Nota wydawcy: ak żyła Frida Kahlo? Czym się otaczała? Jakie miejsca kochała? Które najbardziej ją inspirowały? Czym był dla niej Niebieski dom?

W tym domu, obecnie jednym z najpopularniejszych muzeów w stolicy Meksyku, artystka przyszła na świat, dorastała, przez wiele lat mieszkała z Diegiem Riverą, a w końcu umarła. W tym domu też kilkakrotnie wracała do zdrowia: najpierw w 1918 roku, gdy zachorowała na polio, a potem w wieku osiemnastu lat po wypadku, z którego ledwo uszła z życiem. Przez prawie dwa lata była przykuta do łóżka, leżąc w gipsie i aparatach ortopedycznych. To właśnie wtedy zaczęła malować: chciała zabić nudę.

Po ślubie z Riverą Frida mieszkała w różnych miejscach w Meksyku, a także za granicą, gdy wyjechała na krótko do Stanów Zjednoczonych. Ostatecznie wróciła jednak tam, gdzie się urodziła.

Ta bogato ilustrowana książka zawiera obrazy Fridy oraz archiwalne ilustracje i zdjęcia rodzinne, przedmioty i artefakty, które kolekcjonowała, a także fotografie miejsc, gdzie przebywała. Przybliży to czytelnikowi regiony kształtujące artystkę oraz dobrze znane jej domy i krajobrazy, z których czerpała inspiracje.

Frida Kahlo prywatnie opowiada o tym, jak kultura meksykańska, tamtejsze zwyczaje i krajobrazy wpływały na życie i twórczość tej niezwykłej malarki. Autorka analizuje obrazy, zdjęcia archiwalne, fotografie rodzinne, przedmioty, które Frida zbierała, ukochane miejsca. To opowieść o kobiecie niezależnej, artystce, która wyprzedzała swój czas i rozsławiła sztukę meksykańską.


Wydawnictwo Znak, 11.10.2017

Nota wydawcy: Żywiołowa powieść autorki bestsellerów "Białe zęby" i "O pięknie".

Dwie przyjaciółki marzą o karierze tancerek, choć tylko jedna z nich – Tracey – ma prawdziwy talent. Drugą pasjonuje rytm, zachwycają ciemnoskóre ciała i czarna muzyka, fascynuje prawdziwa wolność. Skomplikowana, napędzana rywalizacją przyjaźń niespodziewanie się kończy. Dziewczyny nigdy już nie będą ze sobą blisko, ale też nigdy o sobie nie zapomną.

Po latach Tracey udaje się spełnić marzenie z dzieciństwa, ale boryka się z dorosłym życiem, podczas gdy jej przyjaciółka, jako asystentka słynnej gwiazdy, wkracza w świat blichtru i sukcesu. W podróży między Londynem, Nowym Jorkiem i zachodnią Afryką odkrywa, że życie to nieustanny taniec, którego rytm dyktują zmieniające się czasy.

Wibrującą muzyką, roztańczoną powieść o przyjaźni, pasji i poszukiwaniu korzeni nazwano najlepszą książką Zadie Smith.

Wydawnictwo Literackie, 12.10.2017

Nota wydawcy: Ballada o pewnej panience
Nowa książka Szczepana Twardocha.
Wszystkie najważniejsze opowiadania.

I nic więcej nie trzeba już mówić. Reszty dowiecie się sami.

Spis treści:
1. Ballada o pewnej panience
2. Ballada o Jakubie Bieli
3. Ewa i duchy
4. Moje życie z Kim
5. W piwnicy
6. Gerd
7. Masara
8. Dwie przemiany Włodzimierza Kurczyka
9. Uderz mnie
10. Tak jest dobrze
11. Fade to: black

Wydawnictwo Czarne, premiera 4.10.2017

Nota wydawcy: Ze wstępem Cezarego Łazarewicza. Chociaż pamiętała, że reporter powinien być obiektywny, to szczerze przyznawała, że nie potrafi. Tam, gdzie prokuratorzy, adwokaci i sędziowie widzieli paragrafy, Barbara Seidler widziała ludzi. I chociaż twórcy kryminałów mogą tu szukać inspiracji, bo opisane sprawy mrożą krew w żyłach, to autorce udało się – dzięki opisywaniu także procesów o miedzę, zabójstw na wiejskiej zabawie, gehenny w kwaterunkowym mieszkaniu, czynu zawiedzionego amanta czy pijackich awantur – oddać atmosferę i klimat PRL-u. Powstało fascynujące świadectwo epoki, ale także kawałek literatury napisany tak, jak dziś już nikt nie napisze.”


Wydawnictwo Czwarta Strona, 25.10.2017

Nota wydawcy: Książka autorki bestsellerowych "Kronik portowych" oraz "Tajemnicy Brokeback Mountain". Pod koniec XVII wieku dwóch młodych mężczyzn bez grosza przy duszy, René Sel and Charles Duquet, przybywa do Nowej Francji. Wiążą się z feudałem i w zamian za ziemię trudną się drwalstwem. René nie jest w stanie rozliczyć się z właścicielem lasy. Zostaje zmuszony do poślubienia kobiety plemienia Mi’kmaw. Jego potomkowie żyją pomiędzy dwiema wrogimi kulturami. Charles, przebiegły i bezlitosny, ucieka przed panem feudalnym, zaczyna handlować futrami, a następnie wznawia przedsiębiorstwo drzewne. Proulx opowiada historię potomków Sel i Dequet na przestrzeni trzystu lat - ich podróże przez Amerykę Północną do Europy, Chin i Nowej zelandii, w niezbywkle brutalnych warunkach.

Wydawnictwo Znak, 23.10.2017

Nota wydawcy: Antologia "444 wierszy poetów języka angielskiego XX wieku" przełożonych przez Stanisława Barańczaka to owoc ambitnego projektu najwybitniejszego tłumacza w dziejach literatury polskiej. Gromadzi wybrane przekłady poetów tworzących kanon współczesnej poezji anglojęzycznej i daje czytelnikowi możliwość zapoznania się z najlepszymi, najpiękniejszymi utworami naszych czasów. Mimo że prezentowani tu autorzy mówią różnymi językami poetyckimi, Barańczakowa precyzja słowa i olśniewający kunszt translatorski pozwalają cieszyć się lekturą tej wspaniałej poezji ukazującej z wielu stron kondycję duchową, osadzenie w historii i dylematy egzystencjalne współczesnego człowieka.

Głównym bohaterem tego tomu jest jednak Stanisław Barańczak, a prezentowana książka to swoisty hołd składany temu niezwykłemu twórcy, którego dorobek – zarówno pod względem ilościowym, jak i artystycznym – stanowi fenomen trudny do wytłumaczenia i pozbawiony odpowiedników.


DLA DZIECI

Wydawnictwo Prószyński i S-ka, 19.10.2017

Nota Wydawcy: Znany już polskim czytelnikom szpak Kajtek – mały miłośnik książek – nie chce chodzić na zajęcia z fruwania, tylko cały czas spędza w bibliotece.

Bardzo różni się od swojej wielkiej szpaczej rodziny. Kiedy jego bracia śnią o pysznych larwach i pędrakach, jemu śnią się rycerze z przeczytanych powieści. Marzy nawet, by zostać pisarzem. Kiedy inne szpaki uczą się polować na fruwające owady, on badawczo przygląda się robaczkom na ziemi i porównuje je z obrazkami w atlasach. I raz za razem naraża się na drwiny kolegów.
Gdy nadchodzi czas odlotu, przyjaciele mają nie lada problem z Kajtkiem. Jak go rozwiążą? I w jaki sposób mały Kajtek znów stanie się bohaterem, ratując życie całemu stadu?

Znakomicie ilustrowana, piękna i mądra książka nie pozostawi żadnego małego czytelnika obojętnym. Jednych zarazi miłością do książek, innym uświadomi, czym jest przyjaźń. A niejeden mały kajtek weźmie się też… do ćwiczenia mięśni.

Wydawnictwo Dwie Siostry, 4.10.2017

Nota wydawcy: Imponujący pop-up o pięknie podmorskiej przyrody.

Wejdź na pokład jachtu Oceano i wyrusz z nami w wielki rejs dookoła świata. Pożeglujemy przez bezkresny błękit i lodowatą arktyczną biel, zmierzymy się z szalejącym sztormem i odwiedzimy zaciszne tropikalne laguny. Ale to, co najwspanialsze, czeka na nas… pod wodą!

Zanurz się w tej niezwykłej książce, by zachwycić się niesamowitym światem podmorskiej natury. Czy wiesz, co kryje się pod powierzchnią oceanu? Czy zdołasz wypatrzyć wszystkie ryby i zwierzęta żyjące w głębinach?

WZNOWIENIA WARTE UWAGI 

Wydawnictwo Albatros, 18.10.2017

Nota wydawcy: Narratorem książki jest Stevens, angielski kamerdyner, który wierność wobec pracodawcy i wypełnianie obowiązków stawia ponad wszystko. Swoje dotychczasowe życie w całości podporządkował służbie u lorda Darlingtona. Po śmierci chlebodawcy nadal prowadzi jego dom. Podczas krótkiego urlopu wyrusza samochodem do Kornwalii, by namówić do powrotu dawną gospodynię pannę Kenton. Rozpamiętuje minione lata. Proces analizy jest bolesny i przypomina budzenie się z długiego snu. Drobiazgowy Stevens odkrywa, że cała jego egzystencja była w istocie jedynie namiastką prawdziwego życia i że bezpowrotnie utracił szansę na osobiste szczęście. 


Wydawnictwo MG, 11.10.2017

Nota wydawcy: Akcja „Wichrowych Wzgórz” rozgrywa się na przełomie XVIII i XIX w. Earnshaw, właściciel majątku Wuthering Heights (tytułowe Wichrowe Wzgórza), przywozi do domu bezdomnego, cygańskiego chłopca, którego znalazł na ulicach Liverpoolu i nakazuje własnym dzieciom traktować go jak brata. Pomiędzy przybyszem a małą Cathy rodzi się więź tak silna, że z czasem przestają się liczyć nie tylko z konwenansami, ale i z ludźmi, wśród których żyją. Namiętność Heathcliffa i Catherine obnaża mroczną stronę ludzkiej natury, jest mściwa, wszechogarniająca i dzika jak wrzosowiska Yorkshire. Bohaterowie powieści Brontë płacą za to najwyższą cenę, a za ich błędy musi odpokutować następne pokolenie…


sobota, 1 lipca 2017

O ukraińskim hardcorze i reportażu w stylu gonzo oraz tym, dlaczego prawdziwych Słowian już nie ma, czyli spotkanie autorskie z Ziemowitem Szczerkiem

Piękny piątkowy wieczór w Monachium. Jadę na spotkanie autorskie z Ziemowitem Szczerkiem i podczytując ulubione fragmenty "Mordora..." zastanawiam się jakie będzie to spotkanie? Kim tak naprawdę okaże się być autor i na ile prawdziwego Szczerka mamy w jego twórczości, a na ile pisania pod publikę? Przecież styl gonzo zobowiązuje, czyż nie?

Druga kwestia, która mnie zastanawia, to niemiecka część publiczności. Tłumaczenie, nawet najlepsze, często nie oddaje klimatu książki czy wypowiedzi autora, a u Szczerka tyle specyficznych przyrównań, niuansów i językowych fajerwerków, że jakoś tak mimowalnie zaczynam mocniej zaciskać kciuki za organizatorkę/moderatorkę/tłumaczkę, a przy tym wspaniałą koleżankę, Agnieszkę Kowaluk. Tym bardziej, że temat drażliwy i - o czym miałam możliwość przekonać się już kilka dni wcześnie podczas projekcji "Wołynia" - odpowiedni dobór słów bywa naprawdę kluczowy w dyskusji na froncie  Polak - Niemiec - Ukrainiec.

Agnieszkę spotykam pierwszą. Jak zawsze promienna i uśmiechnięta wychyla się zza ogromnego bukietu kwiatów, ktory właśnie otrzymała, szybkie powitanie i już tylko miga róg sukienki, bo nadchodzą kolejni goście, natomiast na autora wpadam chwilę później przed wejściem do pobliskiego ogródka piwnego, gdzie ja szukam swoich znajomych, on zapewne chwili wytchnienia. Razem drepczemy na to spotkanie i już wiem, że nie będzie tam lania wody, przesłodzenia czy pozerstwa, bo i sam autor taki nie jest.

Od lewej: Agnieszka Kowluk, Ziemowit Szczerek i Helmut Becker (aktor, którego oczy bez przerwy się śmieją, a zarazem niemiecki "głos", który wręcz po mistrzowsku odczytywał fragmenty książki dla niemieckiej części publiczności )

"Przyjdzie Mordor i nas zje, czyli tajna historia Słowian". Książka od której spotkanie się rozpoczęło i na której zakończyło oraz tytuł za który autor otrzymał w 2013 Nagrodę Paszportu Polityki.

Jeśli chodzi o gatunek, to określiłabym go jako coś z pogranicza prozy i reportażu z domieszką ciętej riposty i wspomnianego już gonzo. Gonzo, to niejako słowo-klucz bez którego nie sposób pisać o tej książce, postawa przyjęta przez głównego bohatera (dodam, że dziennikarza podróżującego po Ukrainie), która stanowi klamrę spinającą te wszystkie słodko - gorzkie opowieści snute przez autora, które mimo lekko prześmiewczego charakteru są trudną lekcją historii dla Polaków, zwłaszcza tych jeżdżących z plecakami na Ukrainę w celu odnalezienia... no właśnie. Czego?

Ten, kto książkę czytał pobieżnie, odpowiedziałby pewnie z automatu: hardcoru. Ten, kto czytał uważnie: utraconych złudzeń. A prawda jest taka, że każdy z nich miałby rację, bo taka właśnie jest Ukraina widziana oczami Szczerka, który ją wzdłuż i wszerz przejechał - z jednej strony jest to smutne postsowieckie uniwersum z nieciekawymi widokami na przyszłość, gdzie coś już się skończyło, ale nowe jeszcze na dobre nie zaczęło, z drugiej jednak, miejsce powrotów, przyciągające Polaków niczym mityczna Atlantyda, tudzież tybetańska Shangri-la, bo utracone Kresy są obecnie tak idealizowane, że nabierają czasem równie nierealnych kształtów. Koniecznie zajrzyjcie do książki aby wgłębić się w ten temat.

Jednak chęć przeżycia powrotu do przeszłości to tylko jedna strona medalu. To, co uderza w tej książce równie mocno to fakt, iż istnieje naprawdę spora grupa ludzi, którzy jeżdżą na Ukrainę po prostu po to, aby na własnej skórze przekonać się, że gdzieś tam jest ktoś, kto ma gorzej od nas, upewnienić się, że nasz własny naród i nasza ojczyzna, choć również często marginalizowana na politycznej mapie Europy, jest jednak wyżej, dalej, po prostu bardziej. Inna sprawa, że nie tyczy się to tylko Polaków i nie tylko Ukrainy, ale że o nas jest ta książka, to i na naszym przykładzie autor snuje swoje spostrzeżenia, nie oszczędzając przy tym siebie i swoich osobistych pobudek.


Jest coś strasznego, a zarazem rozczulającego w tym jak pisze i mówi Szczerek. Z jednej strony niesie go tęsknota i widać w nim potrzebę ciągłego przemieszczania się i poszukiwania odpowiedzi na pytania, które sobie stawia, z drugiej jednak ma się wrażenie, że on sam nie ma już złudzeń co do tego, że obraz współczesnej Europy najlepszy nie jest. Powoli zanikają podziały, które znaliśmy wcześniej, a Słowianie jako tacy przestają egzystować. Migracja, nowa konstrukcja Europy przeistaczająca się w pewnych kwestiach w jej dekonstrukcję stawia nowe cele, a populistyczna wersja narodowści zmusza do bardziej krytycznego spojrzenia zarówno na miejsca z jakich pochodzimy, jak i te do których wyjeżdżamy. I to chyba był ten wątek spotkania, który ruszył publiczność najbardziej, bo jakby nie patrzeć, znaczną większość słuchaczy stanowiła właśnie Polonia.

Późny piątkowy wieczór w Monachium. Wracam ze spotkania z Ziemowitem Szczerkiem i teraz już myślę nie tyle o samej książce, bo na jej temat zostało powiedziane już niemalże wszystko, co  zastanawiam się nad tym, o co autor zapytał na koniec, kiedy już po części oficjalnej usiedliśmy w bardziej kameralnym gronie w tym samym ogródku, w którym minęliśmy się na początku. Kim są Polacy w Monachium? Jak żyje tutejsza Polonia? Czy na wzór Berlińczyków jesteśmy jeszcze zbyt blisko Polski aby odczuwać tęsknotę za krajem czy być może jesteśmy już na tyle daleko, że się bardziej integrujemy ze środowiskiem?  I dochodzę do wniosku, że odległość odległością, ale znacznie większą rolę odgrywa tu fakt, że całe moje pokolenie, a więc ludzie w wieku 30 +, jakkolwiek dobrze czy źle byśmy tu w Niemczech czy innym zakątku śwata nie żyli, mamy jeden wspólny mianownik - jesteśmy dziećmi PRLu, co w mniejszym lub większym stopniu odcisnęło na nas swoje piętno. I tak naprawdę my się staramy, ale dopiero nasze dzieci, urodzone już tutaj mogą mówić o prawdziwej integracji. My po prostu w ten czy inny sposób odnajdujemy się w nowej rzeczywistości, a czy - przyrównując do odniesień Szczerka - będzie to Mordor, kraina Saurona czy Elfów, zależy już tylko i wyłącznie do nas....


Dziękuję Agnieszko za to spotkanie! Jak zawsze, było doskonale.

sobota, 1 kwietnia 2017

"Jeździec miedziany" Paulina Simons

Kiedy chciałam sięgnąć po tę książkę po raz pierwszy, a więc kilkanaście lat temu, nie była ona już dostępna na rynku, bo wzbudziła taką falę entuzjazmu, że w sklepach rozeszła jak ciepłe bułeczki, a w bibliotekach trzeba było czekać na nią miesiącami. Później, kiedy dodruk został już zrobiony, moja chęć sięgnięcia po nią osłabła, bo pojawiło się tyle innych ciekawych tytułów, że ten po prostu zszedł na dalszy plan. Ostatnio jednak zainteresowanie powróciło, przeczytałam ją i wiecie co? Znacznie lepiej i dla mnie i dla tej ksiąki by było, gdybym jednak sięgnęła po nią mając na karku te kilkanaście lat mniej...

zdjęcie z portalu biblionetka.pl
 Opis z okładki:

Wybucha II wojna. Siedemnastoletnia Tatiana błyskawicznie staje się dorosła. Podczas blokady Leningradu jest podporą dla całej rodziny. Wielką miłością do Aleksandra, młodego oficera, nie ma kiedy się nacieszyć. Gdy chłopak, skrywający politycznie niebezpieczną tajemnicę, nagle znika, Tatiana jest w ciąży i udaje się w głąb Rosji, by odnaleźć ukochanego. Wspaniała historia uczucia, które pozwoliło przetrwać wojenny koszmar.

 Gdybym miała przedstawić graficznie uczucia towarzyszące mi podczas tej lektury, byłaby to wielka sinusoida. Początkowa irytacja główną bohaterką  i jej rodziną przerodza się w wielką ciekawość (pojawia się Aleksander), później następuje wzruszenie podczas śledzenia wojennych losów tych dwojga, a następnie  przychodzi faza ich pobytu na wsi i po prostu opada mi do ziemi wszystko, co tyko opaść może. Zakończenie książki co prawda nieco te wrażenie zaciera, niemniej skłamałabym twierdząc, że w moim odczuciu jest to wyjątkowo dobra książka. Dlaczego?

Po pierwsze, górnolotność myśli i patetyzm. Nie przysłaniają one co prawda całej fabuły, a stanowią jedynie tło, więc jak mniemam, nie każdemu też one będą przeszkadzać, niemniej mnie osobiście, wprawiały one w konfuzję. Pominę już nawet samą kwestię wielokrotnie cytowanego Puszkina, bo sądząc po tytule został on w pewien sposób patronem tej książki, więc należało mu się w niej zacne miejsce, ale wzniosłość niektórych przemyśleń, tudzież analiz naszych bohaterów nasuwała mi na myśl twórczość pana o inicjałach P. C. .

Być może jestem niesprawiedliwa, bo wiem, że  młodzieńcza miłość uskrzydla i dodaje głębi pewnym przemyśleniom, jednak po pierwszych kilkudziesięcu stronach miałam wrażenie, że Tatiana jest lekko nieogarniętą,no dobra... bardzo dziecinną i co tu dużo mówić egoistyczą siedemnastolatką, a już dwa, trzy tygodnie później padają z jej ust takie słowa, że zaczęłam się zastanawiać czy to naprawdę ta sama postać? Podobnież zadumałam się nad Aleksandrem, który to zdradził Tatianie po trzech dniach znajomości i trzech kilkunastominotowych rozmowach tajemnicę, której poza jedną osobą nie wyjawił nikomu innemu przez ponad dwadzieścia lat swojego życia, a która to z pewnością mogła kosztować go życie, zwłaszcza, że co rusz przypominał Tatianie, iż w komunistycznej Rosji nikomu ufać nie wolno i, że na każdym kroku jest się podsłuchiwanym.... Chciałabym, uwierzcie, że bym chciała wierzyć w takie rzeczy, ale jakoś nie mogę. A jak nie wierzę w fabułę, to klops.

Po drugie, miłość, która w tej książce naprawdę niejedno ma imię. Ogólnie rzecz ujmując, wątek uczuciowy był naprawdę ciekawy i do pewnego momentu ładnie poprowadzony. Z przyjemnością wróciłam do takiego nieco już staromodnego romansu, gdzie relacje ludzkie mają zupełnie inny wymiar, a przyzwoitość i honor ciągle są w cenie. Szczerze przyznaję, że z zapartym tchem śledziłam losy Tatiany i Aleksandra w okupowanym Leningradzie, ale z czasem zaczął mnie męczyć nawet nie tyle ten miłosny trójkąt, co rozterki, które wracały jak bumerang. Rozumiem, że sytuacja naszych bohaterów nie jest łatwa, co powoduje silne wewnętrzne rozdarcie, ale skoro przeanalizowali temat raz, drugi, piąty i dziesiąty, to czy trzeba wracać do niego po raz siedemnasty? I kiedy naprawdę myślałam, że wszystko już zostało tak dogłębnie wyjaśnione, że bardziej nie można i i jak już się tak mocno ucieszyłam, że w końcu każde wie na czym stoi, to cały czar prysnął jak bańka mydlana, kiedy sceneria zmieniła się z leningradzkiej na tę wiejską.

Ależ ja się początkowo cieszyłam z ich ponownego spotkania! Poleciała pełna wzruszenia łezka, jednak szybko zastąpił ją zgrzyt zębów, bo na miejsce zahartowanej dziewczny po przejściach powróciła rozemocjonowana i bardzo niedojrzała Tatiana z pierwszch kart książki. I kiedy w końcu te wszystkie buzujące emocje opadły, zaczęło się to, co po prostu przerosło mnie w tej książce. Erotyzm.... Erotyzm przez duże E. Przez duże E i przez prawie 150 kart książki. Tak jak lubię czytać ładnie opisane sceny miłosne, tak tutaj po pewnym czasie miałam wrażenie, że czytam nie tyle powieść dla pensjonarek, co siedmiotowe wydanie harlequina w jednym. I tak, ja wiem, pierwsza fascynacja i wielkie szaleństwo są wspaniałe i rządzą się swoimi prawami, ale kiedy po raz kolejny i kolejny i kolejny czytałam, że ona zaraz "eksploduje z rozkoszy", a on "już nad sobą nie panuje" i kiedy po raz czwarty jednego dnia (a dwudziestyczwarty raz z rzędu)  przechodziłam razem z nimi  przez ten akt, robiło mi się słabo. Autentycznie miałam wrażenie, że jest to jakieś zapętlenie.

Na całe szczęście, ostatnie rozdziały książki sprawiły, że na nowo uwierzyłam w autorkę. Ewidentnie lepiej jej wychodzi pisanie o naszych bohaterach w piekle wojny, niż poza nim, bo już nawet abstrahując od tej intymności (która jakkolwiek przestała być intymna), to po prostu te kilkaset stron opisujących życie Tatiany i Aleksandra poza Leningradem, tak naprawdę niewiele do książki wnoszą. Spokojnie można by to było skrócić o połowę i fabuła zupełnie by na tym nie ucierpiała. Z tym większą radością powitałam więc ich powrót do Leningradu, akcję i kolejny szalony rozwój wypadków, który doprowadził do ciekawego i zaskakującego finału, jednak przyznam, że mimo to, byłam po prostu szczęśliwa, kiedy skończyłam tę książkę i - nie bijcie - ale dwie poztałe części radośnie puściłam w świat w stanie nowym i nienaruszonym.

Cóż można rzec? Nie dla mnie ta książka i tyle. Nie twierdzę, że nie warto po nią sięgać, bo tak nie jest. Jestem bardziej niż pewna, że gdybym przeczytała tę historię jako nastolatka czy kobieta u progu dorosłości byłabym nią zachwycona, teraz jednak, kiedy mam nieco inny punkt widzenia, a za sobą kilkaset innych, w tym sporo o wiele lepszych książek, widzę tu naprawdę wiele niedociągnięć, razi mnie infantylność bohaterów i uważam, że historia ta niekoniecznie zasługuje na miano romansu wszechczasów.

sobota, 28 stycznia 2017

"Jak pokochać centra handlowe" Natalia Fiedorczuk - Cieślak

O książce Natalii Fiedorczuk - Cieślak usłyszałam po raz pierwszy na youtubowym kanale "Barłóg Litercaki". Komentarz Karoliny Sulej mocno mnie wtedy zachęcił do lektury, a w momencie kiedy książka otrzymała "Paszport Polityki", wiedziałam, że po prostu muszę po nią sięgnąć. Zakupiłam, przeczytałam i... zastanawiam się o co tyle szumu?

Nie, nie jest to książka zła. Jest napisana dobrze, porusza ważną kwestię transformacji, jaką przechodzi kobieta zostająca matką, jednak przy tym wszystkim nie jest ona w żaden sposób odkrywcza, a już na pewno nie wybitna. Ale może od początku.

Autorka wzięła sobie na cel macierzyństwo, ale nie to opływające lukrem, które krzyczy do nas z okładek kolorowych gazet, ale to, które jest udziałem milionów kobiet na całej ziemi. Kobiet nie do końca przygotowanych na to co je czeka, żyjących w ciągłej niepewności, bo umowa śmieciowa, mieszkanie wynajęte, a partner nie rozumie co się stało z tą przebojową i spontaniczną kobietą, którą poślubił.

Znajdziemy tu więc całe spektrum myśli i emocji naszej bohaterki, Lucyny - począwszy od zmiany samopoczucia podczas ciąży, przez poród daleki od mistycyzmu, po depresję poporodową i chęć ucieczki od tego wszystkiego. Tytułowe centra handlowe stają się jej azylem, gdzie wtapia się w anonimowy tłum, snuje marzenia i choć przez chwilę czuje się kimś innym, niż tą wiecznie niedospaną, przemęczoną i rozeźloną kobietą.

I to jest właśnie coć, co trochę mnie we wszystkich tego typu historiach uwiera. Mam nieodparte wrażenie, że we współczesnej literaturze nie ma nic pomiędzy. Macierzyństwo jest przedstawiane albo jako kraina wiecznej szczęśliwości albo trauma. Zdaję sobie sprawę, że naprawdę wiele kobiet przechodzi to, co nasza bohaterka, niemniej ja akurat miałam wrażenie, że całościowo jest to i tak nieco przerysowane, jakby było zlepkiem wszystkiego, co w macierzyństwie najtrudniejsze, ze sporadyczną wstawką tego jak uśmiech dziecka cieszy czy jak za nim tęsknimy, kiedy wyjedziemy.

"Jak pokochać centra handlowe" to doprawdy dziwna książka. Gatunkowo gdzieś pomiędzy prozą, reportażem, a manifestem obnaża polską rzeczywistość, jednak ja w trakcie lektury miałam wrażenie, że wszystko to już było. Jak nie u Halber, to z pewnością u Chutnik, ze wstawkami, które spokojnie można by było podpiąć pod "Pokolenie Ikea". Choć czyta się ją naprawdę sprawnie, bo surowy i nieco ironiczny język sprawia, że przez książkę po prostu suniemy, to zastanawiam się czy naprawdę jest ona aż tak dobra, że zasługuje na "Paszport Polityki"? W moim odczuciu nie.

Mimo wszystko nie mogę powiedzieć, że nie warto po nią sięgnąć. Jest to głos bardzo potrzebny kobietom, które przeszły podobnie traumatyczne początki macierzyństwa, być może ojcom, którzy chcieliby lepiej zrozumieć swoje kobiety, a na pewno ważny głos w dyskusji na temat kondycji polskiego rodzicielstwa. Jednak jest też druga strona medalu. Tak popularny ostatnio nurt macierzyństwa non - fiction utrwala wizerunek kobiety głęboko nieszczęśliwej w macierzyństwie i choć takich osób też nie brakuje, to jednak znaczną większość stanowią kobiety, które po czasie odnajdują się w nowej roli i cieszą tym, co niesie ze sobą mały człowiek. Dlatego też lekturę polecam, ale sugeruję odrobnę dystansu, zwłaszcza tym, którzy o potomstwie dopiero myślą.