czwartek, 20 listopada 2014

"Akademia wampirów" Richelle Mead


Słowem wstępu, moje pokolenie nie załapało się na wielką fascynację wampirzymi klimatami. Po pierwsze, w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych rynek czytelniczy w Polsce dopiero raczkował,  po drugie nie było jeszcze internetów i  żyliśmy w błogiej nieświadomośći, że poza tym, co oferuje biblioteczka rodziców, tudzież biblioteka szkolna czy miejska, istnieje jeszcze inny książkowy  świat, a po trzecie lista ówczesnych bestsellerów była nieco inna ;)
  
Tak więc moje doświadczenie w tej materii jest dość ubogie, bo poza klasykami gatunku typu „Drakula” czy seria „Nekroskop” Lumleya niewiele już przeczytałam książek w tym temacie. Kolejne podejście nastąpiło po latach i była to seria „Zmierzch” Stephanii Meyer, jednak  nie było to udane spotkanie. Albo jestem za stara albo za głupia, żeby zrozumieć  fenomen tej autorki... W każdym razie nie zraziła mnie ona na tyle, żeby nie próbować dalej i za sprawą Anity z kanału Book Reviews by Anita padło na „Akademię wapmpirów” Richelle Mead. Po TYM filmiku po prostu nie mogłam się powstrzymać, żeby książki nie zamówić! Zamówiłam więc, przeczytałam... i co tu dużo mówić - zostałam jej fanką :)

Tylko najlepszy przyjaciel może ocalić ci życie. Zwłaszcza jeśli twój wróg jest nieśmiertelny.

W akademii imienia świętego Władimira wampiry czystej krwi - moroje - uczą się posługiwać swoimi nadnaturalnymi darami, a mieszańce - dampiry - szkolą się na ich opiekunów i oddanych strażników. Posępne mury kryją jednak więcej mrocznych tajemnic, niż można by podejrzewać. Lissie Dragomir, morojce ze szlachetnego rodu, grozi śmiertelne niebezpieczeństwo. Czy dampirka Rose, połączona z nią telepatyczną więzią, zdoła ochronić przyjaciółkę?


No tak, można powiedzieć, że w teorii książka nie różni się aż tak bardzo od Wielkiej Sagi pani Meyer,  bo przecież to i to jest młodzieżówką o miłości i nienawiści wśród wapirów,  jednak moim zdaniem „Akademia”jest o wiele lepiej napisana i znacznie przyjemniejsza w odbiorze. Już choćby to, że sama akcja jest bardziej wartka, a bohaterowie bardziej wyraziści, stanowi wielki plus tej książki, że nie wspomnę o historii, którą uważam za znacznie ciekawszą.  Do tego obyło się bez dłużyzn, zbędnych wątków i nie zabrakło humoru, więc nie mam się do czego przyczepić. Noo, może poza okładką, która – podobnie jak i jej siostry – jest moim zdaniem kiczowata aż do bólu, ale to akurat rzecz gustu  i to co nie podoba się mnie, może podobać się innym.

W każdym razie, jestem szczerze zdziwiona, że książka aż tak mi się spodobała, biorąc pod uwagę fakt, że na ogół gustuję w znacznie bardziej przyziemnych lekturach.  Bardzo dziękuję Anicie za polecenie! Choć zdaję sobie sprawę, że nie jestem grupą  docelową tej sksiążki, to bawiłam się przy niej świetnie i z wielką przyjemnością sięgnę po kolejne części, które – mam nadzieję – trzymają podobny poziom. Póki co, żeby mieć trochę urozmaicenia, zamówiłam drugi tom "Akademii Wampirów" oraz dwutomowy cykl "Czarna łabędzica" - podobno to coś dla nieco starszych czytelników, czyli dla mnie :)

1 komentarz:

  1. Sagę "Zmierzch" mam już dawno za sobą i o dziwo mi się podobała. Ogólnie nie przepadam za książkami o wampirach, ale czasem robię małe wyjątki. Może i na "Akademię" w końcu się zdecyduję :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za poświęcony mi czas!