wtorek, 17 lutego 2015

"Turkusowe szale" Remigiusz Mróz

 Masz być opanowany, a jednocześnie wyrachowany. Spokojny i chłodno myślący, a jednocześnie przebiegły. Ale w każdym przypadku masz zachowywać się godnie. Honorowo!

Jedną z wielu zalet blogowania jest to, że dzięki innym blogerom sięgam czasem po książki, na które w innych okolicznościach pewnie bym nawet nie spojrzała. Tak było i tym razem.  Dzięki Anicie z Book Rviews by Anita i Esie z Esa Czyta sięgnęłam po Remigiusza Mroza i spotkanie to zaliczam do bardzo udanych, bo choć miłośniczką lotnictwa i książek o zabarwieniu wojennym nie jestem, to "Turkusowe szale" pochłonęły mnie bez reszty i sprawiły, że z największą przyjemnością sięgnełam ponownie po nieco już zapomniany, a równie dobry "Dywizjon 303" Arkadego Fiedlera.



źródło
Akcja "Turkusowch szali"  toczy się w roku 1940, kiedy to niewielka załoga polskich lotników zostaje oddelegowana do Wielkiej Brytanii, aby wesprzeć RAF, służąc w 307 Dywizjonie Nocnym Myśliwskim, potocznie zwanym  „Lwowskimi Puchaczami”. Młodzi piloci z wiadomych względów nienawidzą „fryców” (Niemców) i nie marzą o niczym innym, jak o wzbiciu się w niebo i upolowaniu jak największej liczby wrogich messerschmittów. Rzeczywistość jednak mocno odbiega od ich wyobrażeń. Przestarzałe sprzęty, problemy komunikacyjne z „herbaciarzami”, a do tego niekończące się treningi zamiast prawdziwej akcji doprowadzają naszych bohaterów do szału i szeregi „Lwowskich Puchaczy” coraz bardziej się przerzedzają. Zostają tylko najwytrwalsi, w tym m.in Feliks Essker vel. „Lucky” oraz Leon Merowski zwany „Merowingiem”, którzy ostatecznie na brak akcji z pewnością nie będą mogli narzekać. Tym bardziej, kiedy wyjdzie na jaw, że jeden z ich dywiozjonowych kolegów jest szpiegiem...

W tym miejscu warto zaznaczyć, że choć książka ta jest fikcją literacką, to po części bazuje na autentycznych wydarzeniach. Dywizjon 307, choć nie był nawet w połowie tak popularny jak Dywizjn 303, to istniał naprawdę, odnosił niemałe sukcesy (odsyłam TUTAJ po więcej informacji), a samo życie lotników faktycznie często wyglądało tak jak na kartach tej książki (co potwierdza też m.in. książka pana Fiedlera). Jednak zarówno fabuła, jak i bohaterowie, tudzież wątek szpiegowski w "Turkusowych szalach" są już wytworem wyobraźni pana Mroza, a wszelka zbieżność  z prawdziwymi postaciami jest przypadkowa. 

Fikcja, czy nie, książkę tę czyta się jak wspaniałą powieść przygodową. Burzliwe czasy wojny na ogół stanowią interesujące tło samo w sobie, jednak nie każdy autor jest w stanie tak ciekawie połączyć historię z powieścią łotrzykowską, wplatając w to jeszcze nasze typowo polskie przywary tak, żeby bawić, ale nie urazić. A panu Mrozowi wychodzi to wyśmienicie.

Autor generalnie bardzo celnie opisuje polsko - angielskie relacje i to jak bardzo ewoluowały one na przestrzeniu tych kilku miesięcy, które stanowią ramy czasowe książki. A łatwo nie było, bo początkowo nasi lotnicy jawią się anglikom przede wszystkim jako:

(...) banda niezdyscyplinowanych, gorących głów, nieznających języka, którym mają się komunikować w przestworzach. Zbieranina indywidualistów, zresztą słabo wyszkolonych... 

Oczywiście z czasem nastawienie "herbaciarzy" mocno się zmienia, niemniej nie sposób się nie zgodzić z tym, że nasi bohaterowie na tle swoich brytyjskich kolegów wypadają kolorowo, buńczucznie, ale z drugiej strony są też znacznie odważniejsi i bardziej honorowi. 

źródło

Honor i odwaga, to generalnie słowa - klucze tej książki. Na szczęście nie w sensie niezdrowego, sztucznego patetyzmu, ale codziennej postawy bohaterów, która przejawia się w zwykłej koleżeńskości, lojalności, gotowości do działania, a przede wszystkim dumy z tego, że się jest Polakiem. Czyta się to trochę jak "Kamienie na szaniec" albo "Kolumbowie rocznik 20", przy czym znacznie więcej tu sensacji, wątków pobocznych i humoru, co sprawia, że "Turkusowe szale" są jednak książką znacznie lżejszą w odbiorze.

Reasumując, moim zdaniem książka Remigiusza Mroza jest rewelacyjna i naprawdę nie trzeba być miłośnikiem tematu floty powietrznej aby czerpać wielką przyjemność z lektury. Uważam, że jest to po prostu świetnie napisana powieść, która z jednej strony trzyma w napięciu i bawi, a z drugiej strony stanowi wielką lekcję pokory i nie daje tak szybko o sobie zapomnieć. Tak więc serdecznie polecam i zostawiam Was z uroczo nostalgicznym i jak najbardziej autentycznym hymnem 307 Dywizjonu "Lwowskich Puchaczy", bo przecież...

(...) Ktoś musi spać więc my czuwamy
I przyczajeni pośród chmur
Na obcym niebie załatwiamy
Prastary nasz rasowy spór...




P.S. Jeszcze w kwestii formalnej - dwa pierwsze cytaty pochodzą z książki, trzeci jest fragmentem hymnu. Cytatów z książki nie jestem niestety w stanie dokładniej opisać, gdyż czytałam tę książkę w formie E-booka, a tam, jak wiadomo nie są podowane numery stron, a jedynie wskaźniek procentowy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za poświęcony mi czas!