środa, 8 kwietnia 2015

"Pokolenie Ikea" Piotr C.



Pokolenie Ikea, to taki typowy książkowy fast food. Wiesz czego się spodziewać, masz czasem ochotę sięgnąć po coś tego typu, pochłoniesz z przyjemnością, ale po fakcie pytasz się czy na prawdę było warto? Nie lepiej było sięgnąć po coś zdrowszego?  

Piotr C. Pisze o pokoleniu współczesnych trzydziestolatków, tzw. korpoludków, których stać na kredyt w Wielkim Mieście, ale później przysłowiowe zęby w parapet i spanie na materacu w otoczniu najtańszych regałów z Ikei. Przyjeżdżają na ogół z małych miast, wgryzają się w nowe realia,  pracują po 12 godzin na dobę i w końcu z dumą podpisują cyrograf, oddając następne 30 lat swojego życia comiesięcznej racie kredytowej. Brak czasu na  życie, jeszcze mniej na rodzinę, a na głębszą refleksję w ogóle już brakuje miejsca.

Faktem jest, że w dzisiejszych czasach młodzi mają pod górkę i aby coś osiągnąć muszą bardzo wiele  poświęcić, niemniej sama należę do pokolenia o którym mowa i w wielu kwestiach się z autorem nie zgodzę. Owszem, zdaję sobie sprawę, że zamiarem Piotra C. było wzbudzenie żywych reakcji, nakłonienie do przemyśleń i dyskusji, przez co nakreślony przez niego obraz jest mocno przerysowany, jednak ten nadmierny cynizm na dłuższą metę męczył.

Taką sprawą jest na przykład obraz współczesnej, młodej kobiety, jaki wyłania się z kart tej książki. Zadufanej w sobie, interesownej i na ogół po prostu pustej. Nie ważne czy to singielka z kancelarii adwokackiej, żona kolegi i  matka jego dzieci czy też panienka poznana w klubie – wszystkie są wrzucone do jednego wora, jako desperatki, ewentualnie egoistki. Mężczyźni natomiast, których reprezentuje główny bohater i jego koledzy są niczym młode wilki – zaradni i zabawni, a do tego tak dobrze wiedzący czego chcą od życia... Litości! Aż tak to moje pokolenie różni się od przeszłych i przyszłych? Nie ma wśród nas normalnych kobiet i mało rozgarniętych facetów?

Prawda jest taka, że zarówno kobiety, jak i mężczyźni mają teraz znacznie więcej dylematów niż mieli ich rodzice czy dziadkowie, przez co  trudniej im się odnaleźć we współczesnym świecie, jednak to jeszcze długo nie świadczy o tym, że wszyscy współcześni trzdziestolatkowie wyznają teraz jedynie kult seksu (mężczyźni) i pieniądza (kobiety), jak to sugeruje autor książki.  

To chyba najbardziej mi w tej książce przeszkadzało. „W pokoleniu Ikea” wszystko jest takie... płaskie i jednowymiarowe. Nie ma ludzi spełnionych, z pasją, nie ma normalnych związków i domów do których chce się wracać.  Są tylko samotnicy,  frustraci i pracoholicy. Tak, wiem. I takich ludzi nie brakuje na tym świecie, jednak wydaje mi się, że proporcje zostały tu mocno zachwiane, wręcz odwrócone, przez co obraz mojego pokolenia jest  moim zdaniem po prostu przekłamany.

Teraz może trochę plusów. Autor ma lekkie pióro i spore poczucie humoru, przez co książkę czyta się naprawdę przyjemnie. Mimo pewnych irytacji czytamy z zainteresowaniem, lubimy głównego bohatera i faktycznie nie raz i nie dwa pokiwamy w zadumie głową. Jest to książka ciekawa, którą mimo wszystko polecam, jednak na pewno nie jest ona dla każdego i tym, którzy zechcą po nią sięgnąć z góry zalecam potraktować ją ze sporym przymrużeniem oka. 

1 komentarz:

  1. Dzieki za podrzucenie, zaczelam od tego "z przekory".

    Okreslenie "fast food" trafia w sedno. Czytajac, przypomnialam sobie jedna warszawska impreze "ze sloikami" (notabene najgorsza chyba w moim zyciu) - moze nie bylo az tak plasko, ale tez nie wiele wiecej glebi...

    Co mi sie rzucilo w oczy - wiara autora w to, ze Wawa to swoiste "eldorado"i spelnienie marzen kozdego IKEowca...a tu zonk - nasza kochana "zygmuntowka" jeszcze sporo musi sie nauczyc od kolezanek typu Praga czy Berlin. Czy Londek.

    Podsumowujac - kiescy ludzie, w kiepskim miescie z kiepskim zyciem i kiepskim kredytem (we Frankach?). W kieskiej ksiazce przedstawiajacej ta kiepskosc.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za poświęcony mi czas!