wtorek, 14 lipca 2015

4 mini recenzje --> Brett, Schmitt, McQuestion, Belfort

Przeglądając swój notes z notatkami odnośnie przeczytanych w tym roku książek (szykuję półmetkowe podsumowanie akcji "52 książki w 2015 roku") przeraziłam się liczbą niezrecenzowanych jeszcze tytułów. Jest ich ponad 20! Biorąc pod uwagę fakt, że z każdym tygodniem dochodzę kolejne pozycje, a - jak już kiedyś wspominałam - zależy mi na tym, aby po każdej przeczytanej przeze mnie książce został na blogu jakiś ślad, postanowiłam, że w najbliższym czasie będę tutaj przeplatała normalne recenzje z wpisami zbiorczymi, a więc takimi, w których będą się pojawiały 3-4 mini recenzje. Mam nadzieję, że nie macie nic przeciwko :) Na pierwszy ogień idą:


Po "Bóg nigdy nie mruga" Reginy Brett sięgnęłam na samym początku tego roku i przyznam, że jako noworoczna lektura, była to książka bardzo motywująca. Niemniej, ta lekko moralizatorska nuta nie jest tym, czego w książkach szukam, więc na dłuższą byłam tą książką trochę zmęczona. Na wielki plus zaliczam autorce podejście do tematu i prosty przekaz "ta książka nie odmieni Twojego życia, ale może być inspiracją do takiej zmiany"oraz jej szczerość i to, jak otwarcie dzieli się swoim życiowym doświadczeniem (a przeszła ona w swoim życiu naprawdę wiele). Jednak mniej więcej od połowy miałam nieodparte wrażenie, że zaczyna się robić przysłowiowe masło maślane i dopisywanie rozdziałów na siłę, stąd też wypośrodkowana ocena tej książki 5/10 punktów.

"Tajemnica pani Ming" Erica Emmanuela Schmitta była za to dla mnie totalnym rozczarowaniem. Może nie znam tego autora za dobrze, ale kilka jego książek już przeczytałam i uważam, że jest to najsłabsza pozycja w jego dorobku. Sam pomysł na fabułę jak najbardziej ciekawy, jednak jego realizacja... zmanowany potencjał i tyle! Gdyby całość nieco rozbudować i uwiarygodnić głównych bohaterów, może wyszłoby z tego coś fajnego. Tutaj jednak mamy na nieco ponad stu stronach, tak niestrawną historię i tyle cytatów Konfucjusza wciśniętych w usta biednej babci klozetowej, a więc tytułowej pani Ming, że wyszła z tego zwykła groteska.  Zakończenie minimalnie tę książkę ratuje, ale nie na tyle, abym chciała ją komuś polecić. Moja ocena: 1/10. Za chęci :)

"Rozsypane życie" Karen McQuestion  trafiło w moje ręce tylko  z tego względu, że chciałam przeczytać coś po niemiecku, a to akurat było na promocji i miało w niemieckim wydani uroczą okładkę. Tak wiem, pełen profesjonalizm ;) W każdym razie książka miła i sympatyczna, ale dość schematyczna i mająca na celu wyciskanie łez, a mi niestety z takimi książkami nie po drodze... Wiem jednak, że ja generalnie nie jestem dobrą grupą docelową dla tego typu lektur, więc nie będę się czepiać, bo poza tym co napisałam, nie było w niej nic złego. Moja bardzo subiektywna ocena: 5/10

Na koniec kilka słów o "Wilku z Wall Street" Jordana Belforta. Moje oczekiwania w stosunku do tej książki były naprawdę wysokie i być może trochę mnie to zgubiło. Liczyłam na więcej akcji i przewrotnego humoru, a otrzymałam kompedium wiedzy o uzależnieniach i poradnik jak żyć dobrze, kosztem innych. Owszem, zdaję sobie sprawę, że autor celowo skupiał się na takich, a nie innych aspektach swojego życia, aby pokazać zwykłemu zjadaczowi chleba jak naprawdę wygląda życia milionera, ze wszystkimi jego blaskami i cieniami, jednak ja miałam bardzo mieszane uczucia po przeczytaniu tej książki. Z jednej strony podziwiam Belforta za to do czego doszedł, ale z drugiej strony taki brak skrupułów i głębszej refleksji najzwyczajniej w świecie mnie przeraża. I teraz mam dylemat, bo na półce czeka kontynuacja tej książki, a więc "Polowanie na Wilka z Wall Street" i nie wiem czy się za nią zabierać czy odpuścić... Jak myślicie?

Na dziś to tyle. Czytaliście już którąś z wymienionych przeze mnie książek? Jeśli tak, koniecznie podzielcie się swoimi wrażeniami!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za poświęcony mi czas!