czwartek, 24 września 2015

"Dzika droga" Cheryl Strayed


O książce Cheryl Strayed zrobiło się głośno, kiedy to na ekrany kin weszła jej filmowa adaptacja z Reese Whiterspoon w roli głównej.  Co ciekawe, to właśnie Reese odkryła potencjał tej książki wykupując prawa do jej ekranizacji i dla nikogo nie było już zaskoczeniem, że to właśnie ona zagrała główną rolę.

Ale nie o filmie dzisiaj, a o książce. Książce po którą bardzo chciałam sięgnąć, ale i po której  spodziewałam się znacznie więcej.

Historia zawarta na kartach tej książki jest prawdziwa. Cheryl opisuje w niej drogę, którą dosłownie i w przenośni, przebyła po śmierci swojej ukochanej matki, gdyż wraz z jej odejściem, życie autorki straciło sens, a ona sama pogrążyła się w bezgranicznym smutku i depresji. Nasza bohaterka nie jest w stanie racjonalnie myśleć, ani działać, zaniebuje studia i męża, a pocieszenia szuka w przygodnym seksie z innymi mężczyznami. Jej małżeństwo z czasem się rozpada, co powoduje kolejne frustracje i Cheryl stacza się jeszcze bardziej, tym razem sięgając po narkotyki. Gdyby nie były mąż, pewnie nie wyszłaby już z tego dołka, a jednak podnosi się i postanawia zawalczyć o siebie. Jakiś czas później za punkt honoru obiera sobie przedarcie się pieszo przez szlak Pacific Crest Trail*, wierząc, że dzięki takiej długiej i samotnej wyprawie, odnajdzie siebie i w końcu wyjdzie na prostą.


"Był to układ, który zawarłam sama ze sobą wiele miesięcy wcześniej, i jedyna rzecz, która pozwalała mi samotnie podróżować. Wiedziałam, że jeśli pozwolę by opanował mnie strach, moja podróż będzie skazana na porażkę. Strach w znacznym stopniu rodzi się z tego, co sami sobie wmówimy. Postanowiłam więc wmówić sobie coś innego, niż zwykle opowiada się kobietom. Zdecydowałam, że jestem bezpieczna. Jestem silna. Jestem dzielna."**

Zacznę może od tego, że czytając opis na okładce ( "Gdy grzeczne dziewczynki zaczytywały się w Jedz, módl się i kochaj, Cheryl naprawdę postanowiła coś zmienić", "Ruszyła w podróż jako dziewczynka wróciła jako dojrzała kobieta" etc.), wyobrażałam sobie powieść drogi przez duże "P". Sądziłam, że książka ta pełna będzie przygód, wielkiej duchowej przemiany, intrygujących przemyśleń, a finalnie, oczywiście przewartościowania w życiu Cheryl. Czy tak było?

Cóż, nie do końca. Owszem, autorka dość szczegółowo opisuje przebytą przez siebie drogę (a jest co opisywać, gdyż jej trasa liczy ponad 1000km),  ale raczej w sensie dosłownym i co gorsza, nie są to opisy najwyższch lotów. Uwielbiam książki podróżnicze, reportaże i czytam tego naprawdę sporo, ale w tym przypadku zupełnie nie poczułam klimatu wyprawy i momentami nudziłam się niczym przy lekturze "Nad Niemnem". Z pewnością jest to kwetia gustu, bo wiem, że na niektórych czytelnikach te opisy zrobiły wielkie wrażenie, ale do mojej wyobraźni one nie przemówiły.

Podobnie z resztą jak i duchowa przemiana Cheryl. Jak już wspominałam, spodziewałam się po tej historii ciekawych przemyśleń, może nawet inspiracji, a  tak naprawdę autorka w kółko kręci się wokół tego samego i raczej wspomina błędy młodości, aniżeli wyciąga z nich wnioski.  Oczywiście, że ta podróż ją zmieniła i Cheryl stała się przez to silniejsza, ale czy aby na pewno mądrzejsza? W każdym razie ja, niczym kania dżżu, wyczekiwałam jakiegoś punktu zwrotnego czy głębszej autorefleksji, ale albo taki moment przeoczyłam, albo jestem zbyt mało wrażliwa i nie wyłapałam tutaj pewnych niuansów.

Jeśli mam być szczera, to wydaje mi się, że największy wpływ na taki, a nie inny odbiór tej książki ma to, iż od początku do końca nie zapałałam do Cheryl szczególną sympatią. Niestety wiele z jej zachowań czy przemyśleń było dla mnie po prostu irracjonalnych i niejednokrotnie zdarzały się momenty, kiedy dosłownie zgrzytałam zębami z irytacji. Owszem, w pełni zdaję sobie sprawę, że w momencie  wyprawy Cheryl była bardzo młoda, niedoświadczona, a do tego po wielu przejściach, niemniej jakoś nie wzbudziła ona we mnie ciepłych uczuć. Współczucie i podziw za odwagę, jak najbardziej, ale nic ponad to.


Reasumując, książka Cheryl Strayed nie zrobiła na mnie najlepszego wrażenia. Myślę, że w tym przypadku różnica kulturowa i emocjonalna pomiędzy mną, a Cheryl jest zbyt wielka i jedyne co mi się w tej książce naprawdę podobało, to niezmącona wiara autorki we własne siły i możliwości, co przełożyło się na realne osiągnięcie celu. Autentycznie podziwiam ją za to, że pokonała w samotności  tak długą trasę i jestem przekonana, że na świecie są miliony ludzi, którzy czytali jej wspomnienia z wypiekami na twarzy, jednak ja do tej grupy niestety nie należę.





* Pacific Crest National Trail w skrócie PCT – pieszy szlak turystyczny w USA. Jego przybliżona długość to 4 265 km i wiedzie on przez trzy amerykańskie stany, z południa na północ: Kalifornię, Oregon i Waszyngton.

** "Dzika droga" Cheryl Strayed, wydawnictwo Znkak, Kraków 2015, str.79

1 komentarz:

  1. Ja wręcz zakochałam się w tej książce. Nie będę się rozpisywać, recenzję napisałam na swoim blogu, jeśli masz ochotę, zajrzyj ;)
    http://ksiazkowewyzwanie.blogspot.com/2015/12/poza-wyzwaniem.html

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za poświęcony mi czas!