sobota, 28 listopada 2015

"Motylek" Katarzyna Puzyńska

Nie wiem czy pamiętacie, ale w pierwszym artykule jaki napisałam dla magazynu Moje Miasto, gorąco zachęcałam jego czytelników do sięgania po powieści polskie. Był to taki nieco symboliczny gest, gdyż często słyszę, że nie warto ich czytać, a ja uważam, że wręcz przeciwnie. Naprawdę nie mamy się czego wstydzić i w każdym gatunku można znaleźć prawdziwe perełki. Ogromnie się cieszę, że kolejne książki po które sięgam tylko tę opinię potwierdzają i dokładnie tak było z "Motylkiem" Katarzyny Puzyńskiej.

Akcja książki rozgrywa się w Lipowie. Jest to mała wioska gdzieś na Mazurach i jak to w takich miejscowościach bywa, każdy zna tu każdego, a wszelkie plotki rozchodzą się lotem błyskawicy. Nic dziwnego, że kiedy przybywa tam Weronika, która porzuca miejskie życie i zdradzającego ją męża (absolutnie nie mylić tego wątku z tym, co znajdujemy na kartach powieści obyczajowych, których  akcja toczy się na rozlewiskach czy innych uroczyskach ;) ), w Lipowie zaczyna wrzeć. Każdy jest ciekawy nowej mieszkanki, snuje na jej temat własne domysły i pewnie jeszcze długo byłaby ona w centrum zainteresowania, gdyby nie to, że na obrzeżach wioski niespodziewanie pojawiają się zwłoki tajemniczej zakonnicy, co siłą rzeczy sprawia, że oczy wszystkich kierują się w tę stronę. To, co początkowo wygląda na zwykły wypadek, okazuje się być czymś znacznie bardziej skomplikowanym i z momentem, kiedy ruszy śledztwo, które musi poprowadzić debiutująca w tym temacie lokalna policja, życie mieszkańców wioski zostanie odmienione na zawsze.

To, co najbardziej mnie w "Motylku" urzekło, to pięknie nakreślone tło społeczno - obyczajowe. Autorce udało się zbudować naprawdę fajną i ciekawą historię, osadzając ją w miejscu doskonale znanym większości z nas. Wystarczy, że raz spędziliście wakacje na wsi, a doskonale będziecie wiedzieli o czym mówię - duszna atmosfera miejsca, gdzie każdy zna każdego, znudzona życiem i szukająca rozrywki młodzież oraz sklep i kościół jako miejsca najlepiej zaopatrzone w plotkę...

Jednak to, co wysuwa się w tej powieści na pierwszy plan, to ludzie. Przez to, że autorka nie ograniczyła się do schematu złoczyńca i polujący na niego stróż prawa, a rozbudowała motyw do wielu bohaterów zamieszanych w śmierć zakonnicy oraz kilku policjantów, zajmujących się śledztwem, powieść staje się wielowymiarowa i znacznie bardziej interesująca. I co ważne, wszyscy oni są zwyczajnymi ludźmi, takimi jak ja i Ty, przez co bardzo łatwo można się z nimi utożsamić. Nie ważne czy jest to gospodyni proboszcza, lokalny gangster czy pani w sklepie - każdy z nich wzbudza prawdziwe emocje, bo najzwyczajniej w świecie, bije od nich autentyczność. Tacy też są policjanci, prowadzący śledztwo. Każdy z nich jest na nieco innym etapie życia, przez co boryka się też z innymi problemami, a to akurat dodaje historii właściwej smaczka i sprawia, że na komisariacie nigdy nie jest nudno.

Jeżeli chodzi o samą akcję, to również jestem jak najbardziej na tak. Uważam, że fabuła jest nieprzekombinowana i wciągająca, a sam wątek kryminalny przemyślany i dopracowany. Po prostu dobrze skonstruowany kryminał. Ale na to, że czyta się go tak dobrze ma wpływ nie tylko to, że pani Puzyńska stworzyła trzymającą w napięciu historię, ale też to, w jaki sposób ją opisała. Jej styl, choć lekki, jest na wysokim poziomie i - co jest dla mnie bardzo istotne -  nie ma w niej dłużyzn i nierówności. Po prostu czujemy, że nie jest to książka pisana na siłę, gdzie dorzucane są takie czy inne wątki poboczne, byleby zapełnić strony. Tu wszystko jest przemyślane i każdy poruszony wątek, w mniejszym lub większym stopniu ma wpływ na całą historię.

Reasumując, z ręką na sercu polecam. Jest to bardzo dobry kryminał, osadzony w dobrze nam znanych realiach i uważam, że zadowoli on każdego miłośnika tego gatunku. Ja z pewnością sięgnę po kolejne tomy z tej serii, bo jak dla mnie autorka ma wielki potencjał i jestem bardzo ciekawa w jaki sposób go wykorzystała.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za poświęcony mi czas!